Powstanie warszawskie

Od dawna nie pisałem. Do napisania tego posta skłoniła mnie lektura tego postu Walkera (Marcina Pośpiecha).

Przedstawia on dokładnie typowe Polskie postrzeganie kwestii Powstania Warszawskiego - którego wybuchu rocznicę obchodzimy - jako bohaterskiego zrywu, który spełz na niczym wskutek obojętności i zdrady sojuszników - zarówno zachodnich, jak i wschodniego.

Jest to sposób postrzegania owego tragicznego zrywu bardzo miły polskiemu uchu - wszak nie od dziś wiadomo, że nasz naród uwielbia celebrować klęski, a przede wszystkim klęski które stały się nimi wskutek zdrady - a były moralnym zwycięstwem. Niemal wszystkie nasze powstania świetnie się w ten wzór wpisują - zdrajców oczywiście zawsze doszukujemy się zarówno wśród swoich, jak i wśród świata zachodu.

I o ile powstania dziewietnastego wieku już w naszej pamięci przyschły - i mniej się mówi o zdradzie w ich przypadku, to jeżeli chodzi o powstanie warszawskie - tutaj nie ma wątpliwości - zdrajcy to zarówno Alianci Zachodni, jak i arcyzdradzieckie Imperium Sowieckie na wschodzie. Tutaj nawet nie doszukujemy się żadnych zdrad u siebie - nie trzeba, bo zdrada sojuszników jest bezmierna i jest jej bezmiar wielki.

Przy czym szczególnie zwracamy się przeciwko aliantom zachodnim. Podkreślamy nasze niewątpliwe zasługi w walce przeciwko państwom Osi, zasługi które stawiają nas w gronie najbardziej bohaterskich narodów tej wojny - i przeciwstawiamy to “sprzedawczykom”, którzy bez słowa protestu na kolejnych konferencjach pokojowych sprzedawali nas Czerwonemu Bratu. Czerwonemu Bratu, który miał stalinowska twarz bezmyślnego, psychopatycznego dyktatora, a którego brudne łapy bolszewickiego barbarzyńcy wciąż spływały krwią pomordowanych w Katyniu, Charkowie i Miednoje…

Dość. Te obrazy, choć faktycznie wywierające silne wrażenie na Polski umysł, są w bardzo niewielkim stopniu prawdziwe. Fakt, że w II Wojnie Światowej ponieśliśmy porażkę sprawił, że bardzo chętnie szukamy winnych wśród naszych sojuszników - pomijając fakt, że nikt tak naprawdę nie jest tej porażce jednoznacznie winien.

Marcin Pośpiech, opierając się zapewnie przede wszystkim na wspomnianym w bibbliografii prof dr Andrzeju Targowskim (choć ponieważ nie znam jego prac, trudno mi ocenić, co pochodzi od niego, a co od od samego Marcina) nazywa cele Stalina “chorymi i pozbawionymi jakiejkolwiek argumentacji“. Trudno o stwierdzenie bardziej mylne - choć sam Stalin cierpiał na manię prześladowczą, trudno mu odmówić prowadzenia spójnej  i zdecydowanie rozsądnej (z punktu widzenia ZSRR) polityki zagranicznej.

Trudno bowiem się byłoby spodziewać, że będzie on prowadził politykę “propolską”. Stalin chciał zabezpieczyć ZSRR status hegemona na terenie całej Europy Wschodniej - i plan ten wykonał doskonale. Dlatego też, co dla nas jest niezrozumiałe, nadal jest on bardzo sznanowany jako przywódca w Rosji, i to nie tylko przez postkomunistów. Tak jak w Polsce - nie wszyscy zgadzamy się z ideami głoszonymi przez Józefa Piłsudskiego, ale wszyscy szanujemy jego zasługi dla odzyskania przez nas niepodległości.

Mylne jest również przekonanie, że alianci zachodni “sprzedali Polskę”. Zacząwszy od zupełnie bzdurnego zarzutu “Związek Radziecki niemal zażądał, aby nasza ojczyzna znalazła się w strefie operacyjnej Armii Czerwonej. Niestety zarówno prezydent Franklin D. Roosevelt, jak i premier Winston Churchill, przedstawiciele odpowiednio USA i Wielkiej Brytanii, ulegli Stalinowi.” - z całym szacunkiem, ale patrząc realnie na mapę Europy, tylko idiota uważałby, że jakakolwiek armia aliancka miałaby mieć coś do czynienia z Polską. Bajki o froncie bałkańskim wsadźmy do kieszeni - po pierwsze, Alianci sami rozpowszechniali plotki o nim żeby odciągnąć uwagę Niemców od Normandii, po drugie - od kiedy z Bałkanów idzie się do Niemiec przez Polskę?

Twierdząc, że Polska miałaby się znaleźć poza strefą działania Armii Czerwonej równie dobrze mogliśmy się spodziewać że przez nasz kraj będzie szedł szlak armii Chińskiej. Tak czy inaczej - tutaj nie było innej opcji. Nie znaczy to jednak, że alianci zrezygnowali ze starań o naszą wolność. Również (co pewnie dla niektórych będzie nowością) widzieli zagrożenie ze strony zbyt silnego ZSRR - i wbrew pozorom starali się Europę Wschodnią przed radziecką dominacją uchronić.

Trzeba jednak pamiętać jednak, jak wyglądąła w tym czasie sytuacja wojenna. Łatwo mówić Polakom, że trzeba było stawiać ZSRR bezkompromisowe warunki - w sytuacji, gdy to właśnie wschodni sojusznik trzymał na sobie cały ciężar wojny. To on posiadał największą siłę militarną - i to on dyktował warunki. Alianci zachodni, chroniąc Polskę, nie mogli stawiać na szali losów całej Europy - starali się więc zachować pewną równowagę. Trudno ją zachować, gdy po drugiej stronie stoi drapieżny niedźwiedź - trzeba jednak stwierdzić, że Zachód starał się jąutrzymać, chroniąc Polskę - która ze swojej strony wcale nie ułatwiała mu zadania.

Rząd emigracyjny był bardzo chwiejny i wewnętrznie skłucony - byli w nim działacze zarówno centrolewu, jak i sanacji i inni - i każdy z nich miał swoją wizję stosunków wobec ZSRR - jednak żadna z tych wizji nie  była realistyczna. Owszem - trudno się spodziewać po nich rezygnacji w obliczu nieuchronnej klęski - gdyż taka postawa nie jest zbyt znana Polakom - jednak z drugiej strony owa klęska faktycznie była nieuchronna - a pretensje możemy mieć jedynie do świata, który w takiej a nie innej sytuacji geopolitycznej nas usadził.

Powstanie warszawskie było kolejnym aktem dziecinnego nieposłuszeństwa jakim Polska popisała się wobec aliantów. Marcin wspomina, że “prowadzili oni [Alianci] niemal takie same operacje wojskowe w krajach, takich jak: Albania, Czechosłowacja, Francja, Grecja, Włochy, Norwegia czy Jugosławia” - i to jest prawda. Trzeba jednak pamiętać, że tamtejsze organizacje podziemne ściśle z Aliantami współpracowały - a Armia Krajowa zawsze podkreślała swoją niezależność. Może to i piękne i wzbudza dumę w każdym Polaku - ale z punktu widzenia operacji wojskowych, liczy się przede wszystkim współpraca i podporządkowanie dowódcom.

Nie należy się zatem dziwić Aliantom, których zirytowała lekkomyślna polska operacja - operacja, która nie mieściła się w wyznaczonych planach - zarówno tych strategicznych, jak i politycznych - a  wręcz je torpedowała. Marcin wspomina, że Stalin “podejrzewał podstęp ze strony swoich zachodnich sojuszników” - mówiąc wprost, trudno mu się dziwić - tak poważna operacja wojskowa nie powinna być przeprowadzana bez konsultacji z sojusznikami. brew popularnym twierdzeniom, Armia Czerwona nie zatrzymała się od tak, z niczego - w tamtym okresie Niemcy przygotowali w rejonie Warszawy kontratak, który zatrzymał na jakiś czas postępy ZSRR.

Kolejne twierdzenia można by obalać bez końca - warto jednak to podsumować. Trzeba pamiętać, że Polska nie padła ofiarą zdrady - a złych okoliczności. Alianci w miarę swoich możliwości próbowali Rzeczpospolitą ochraniać - a ponieważ warunki jakie udało im się wynegocjować były dla nas nie do przyjęcia, trudno się dziwić, że nie postawili sprawy na ostrzu noża i nie wywołali kolejnej wojny.

Jestem pewien, że każdy wpływowy zachodni urzędnik - czy to premierzy Wielkiej Brytanii, czy też Prezydenci Stanów Zjednoczonych tego okresu chętniej widzieliby w Polsce demokratyczny rząd. Jednak okoliczności doprowadziły do tego, że aby go tam zobaczyć musieliby prawdopodobnie wywołać wojnę ze Związkiem Radzieckim, który realizował u nas swoje imperialne zapędy. Tego nie zrobili - i chwała im za to.

Miłość

Dzisiaj będzie cytowanie. Wybór cytatów na temat. Każdy z nich będzie poprzedzony moim komentarzem - kolejność jest przypadkowa. Zapraszam ;-)

Ten można by zadedykować większości kleru (oraz innych, którzy mają podobne poglądy), który wielce negatywnie nastawia się powszechnie wobec pewnych haseł głoszonych przez Jurka Owsiaka.

“Kochaj i rób co chcesz

- św. Augustyn

Kolejny cytat jest dla mnie otuchą - bo widzę, że i w antyku byli ludzie, którzy podzielali moje poglądy - a to oznacza, że nie jestem, jak mi to wmawiają, efektem zepsucia naszych czasów. Ja bym wnioskował stąd, że świat wcale nie upada - jedynie eksplozje tego co najlepsze są następnie tłumione - ciekawe, czy po panującej obecnie rewolucji seksualnej możemy się spodziewać jeszcze większej dawki purytanizmu potem?

“Kto kocha, niechże zdrów będzie. Niech zdechnie, kto kochać nie umie. Po dwakroć niechaj zdechnie, ktokolwiek kochać zabrania”

- napis na murze w starożytnym Rzymie

Następny z kolei cytat, jest właściwie kwintesencją mojej religijności i wiary. To jest to, w co warto według mnie wierzyć. Nie w mury i instytucje, które zwąc się nieomylnymi popełniają najbardziej ludzki z grzechów. Wiary i tego co w niej najważniejsze, należy szukać w drugim człowieku, w tym, co jest ludzkie aż do szpiku kości. Boga znaleźć można tylko w drugim człowieku.

“Bóg jest zawsze w pobliżu ludzi okazujących sobie miłość.”

- Johann Heinrich Pestalozzi

O tych zawartych w kolejnych cytatach, już kiedyś pisałem, choć było to dość dawno. Ale warto odświeżyć - ta kwestia zawsze jest istotna i zawsze warto o niej pamiętać. Oczywiście - nie daję sobie monopolu na prawdę i rację. Nie twierdzę, że tylko moje twierdzenia i moja ścieżka są słuszne. A właściwie, to tak - twierdzę, ale są one słuszne dla mnie. A inni? Każdy powinien znaleźć swoją ścieżkę - ja mogę dać jedynie parę rad, co u mnie się udało, a co nie. Czy u innych podziała tak samo - nie wiem.

“Największą rozkoszą nie jest sam seks, ale pasja, która mu towarzyszy. Wtedy seks tylko uzupełnia taniec miłości, lecz nigdy nie jest istotą sprawy.”

- Paulo Coelho, Jedenaście minut

“Najbardziej dziwacznym ze wszystkich zboczeń seksualnych jest zachowanie wstrzemięźliwości.”

- Rémy de Gourmont

Człowiek nie wie, co to życie, dopóki po raz pierwszy nie rozbierze kobiety.”

- Carlos Ruiz Zafón

No i teraz trzeba przejść do definicji miłości, o której tyle wszak już powiedzieliśmy. Chyba najściślej i najdokładniej jak tylko można, opisana została w poniższym cytacie. Tak mi się przynajmniej wydaje.

“Z miłością jest jak z gruszką. Gruszka jest słodka i ma kształt. Spróbujcie zdefiniować kształt gruszki.”

- Andrzej Sapkowski, Czas Pogardy

I tak na koniec, żeby podeprzeć wiarę mojej ukochanej, która niekiedy całkowicie niepotrzebnie, ale i w pełni kobieco, wątpi w niewątpliwe zalety swojej urody, zacytuję klasyka nad klasykami…

“Cały świat i wszystko na nim jest piękne, ale najpiękniejsza jest kochająca kobieta.”

- Mahomet

[...]

Zamknąć oczy i całować.

Położyć dłonie na Twoim ciele.

I  nie pozwolić oderwać się od Ciebie.  

Szukać wśród krzyków uniesień, romantycznej prawie śmierci.  

Jestem na wojnie, lubię patrzeć wprost w lufę broni.

Dla zabawy. 

I nie wrócę już stąd, zbyt wiele tu widziałem, czego nie widziałem wcześniej. 

I rozumiem już co miałaś na myśli, kiedy trzymałem Cię w ramionach.

I rozumiem co miałaś na myśli, leżąc milcząc w ciemnościach.

Za natchnienie 1 i 2 dziękuję.Szczególnie drugie, polecam każdemu. I wbrew temu, że może być oflagowane jako tylko dla dorosłych, osobiście uważam, że każdy może to obejrzeć. Warto. Szczególnie jeżeli popatrzy się na to z dobrym podejściem. Oczywiście, to moje podejście jest dobre :-]

Pewne zmiany

Ostatnio w moim życiu zaszły pewne zmiany, o różnym stopniu ważności. Chwilowo, od dziś, zmieniło się to, że przeinstalowałem system, przy okazji przerzucając się na nową przeglądarkę - Safari. Zobaczymy jak to wyjdzie, ale jak na razie, ten wynalazek przeznaczony na MacOs całkiem dobrze sprawdza się na moim Windows XP MC. Znalazłem już co prawda pierwsze mankamenty (nie łamie linii kiedy piszę tę notkę), ale cóż…

Inne zmiany są takie, że będę, a właściwie już usiłuję się odchudzać, czego efekty zobaczymy… albo nie. Ale będę optymistą. Generalnie aż tak bardzo z nadwagi niezadowolony nie jestem - wolę to od innych nałogów, ale Pani każe, sługa musi ;-) 

 Z innych spraw, to sesja jak na razie wychodzi średnio. Filozofia - 4, Prawo - 2 (poprawka w marcu), Najnowsza Historia Polityczna - jeszcze nie wiem, Nauka o Państwie i Polityce - w środę. Zobaczymy jak to wszystko będzie, natomiast pojutrze będzie zmierzenie się z Przastkiem - muszę zaliczyć 3 dyżury na jednym. Przy zapewne masie konkurentów do dostępu do pokoju, więc będzie problem… 

  … ale jeszcze nie było takich kłopotów z jakich bym się nie wydostał.I tym optymistycznym akcentem zakończę ;-) 

Siedzi i słucha odbijających się fal

wewnątrz zakrętów i korytarzy

węzłów splotów i krzyży nici

która podobno uszy trzyma

Siedzi i robi inne rzeczy niż musi

bo czy musieć znaczy musieć

czy tylko chcieć jak inni chcą

a jeśli chce się samego słuchać?

Siedzi choć czasem wstaje

podskakuje i macha rękami

wyciąga różne przedmioty

i żałuje że nie mógłby tak zawsze

A po chuj…?

… nam Wojsko Polskie?

Owszem. Wygląda ładnie, fajni lata, strzela, bum bum i tak dalej.

I to cały z niego pożytek. Bo poza tym chla, strzela do Afganów i Irakijczyków. I kosztuje całe nasze społeczeństwo w ch.

Nie ma sensu udawać, że jest potrzebne. W obecnej sytuacji międzynarodowej, wojna w krajach cywilizowanych jest mrzonką. Nawet Białoruś za miedzą, kiedy chce nam podkręcić ceny na gazie, to dostaje kopniaka od Rosji. Bo nikomu nie zależy na konfliktach, szczególnie zbrojnych. Na nich można stracić, nie zyskać.

Polska co prawda znajduje się na wschodnim krańcu Europy, jednak Ci na wschód nie są zagrożeniem, choć wielu mogłoby tak postrzegać Rosję. Im też zależy na handlu, na pokoju. Tym bardziej, że Polska, było nie było, jest członkiem NATO i UE, a to jednak daje pewne bezpieczeństwo.

Dlatego też wojsko jest zbędne. Bo kosztuje, nie tylko pieniądze (które mogły by iść na zbożny cel ratowania Polskiej gospodarki), ale i życie i zdrowie ludzi (bez wojska Polacy nie ginęli by gdzieś w Iraku i Afganistanie, ba, ostatni powód do żałoby też by nie zaistniał…), w tym psychiczne - bo to co wojsko robi z poborowymi, jest dokładnie zbadane i znane.

Jedyny argument za wojskiem, jaki jest w miarę sensowny, jest tworzenie miejsc pracy. Ale za te pieniądze, państwo mogło by stworzyć o wiele więcej miejsc pracy w innych, bardziej pożytecznych dla reszty społeczeństwa branżach. Istnieją tysiące różnych sposobów wydania tych pieniędzy, które idą na żołd, sprzęt, części, amunicję, paliwo, transport, aprowizjację, utrzymanie i hgw co jeszcze. Choćby na te pielęgniarki i lekarzy…

English subjects of the blog posts are shpaner’s?

Hej, tym razem coś ode mnie. Będzie po trochu o wszystkim.

Numero uno, żałoba. Powiedziałbym że to absurd, gdybym nie wiedział, że to norma. Powiedziałbym, że absurdem jest medialna nagonka, gdyby to nie była oczywistość. Niekoniecznie oczywista, ale jednak.

Duet - studia. Zaliczone większość rzeczy, w przyszłym tygodniu egzaminy dwa, potem jeszcze jeden. Tyle.

Trio.  Generalnie życie jest nadal tak piękne jak zawsze, i to bynajmniej nie dlatego żeby mi się jakoś specjalnie powodziło (info dla depresyjniaków co pomyśleli “temu to dobrze”), tylko dlatego, ze taki jest jego parszywy, ale zawsze, charakter.

I na tym zakończę, bo jeżeli przestaję pisać i zastanawiam się co pisać dalej, to  wiem że potem będzie nudno.

Wizja Morvanu

Od razu na początku lojalnie zastrzegam parę rzeczy. Po pierwsze, wizja może być trochę niespójna, bo generalnie po cześci tylko jest to wizja konkretnych elementów, większość jest to takie… wrażenie, dość nieczytelne. Ponadto, aby dobrze zrozumieć to, co mam na myśli, proponuję poszukać informacji o steampunku. Filmy takie jak np. Bardzo Dziki Zachód, albo Liga Niezwykłych Dżentelmenów, choć nie są wybitne, mogą pomóc w zorientowaniu się w sytuacji. Lektura Verne’a również może nieco pomóc w zrozumieniu wizji. Wprost idealnym byłby fakt obejrzenia japońskiego filmu animowanego - “Ruchomy zamek Hauru”. To jest właśnie trochę taki świat…

Nie bój się marzyć… Wyobraź sobie świat, w którym czas zatrzymał się w XIX w., w epoce wiktoriańskiej. Tak samo technologia. A może nie do końca? Technologia bowiem rozwija się, choć bez takich innowacyjnych wynalazków, jak silnik spalinowy i elektryczność. Wyobraź sobie świat, którego ulice oświetlają lampy gazowe, a drogami jeżdżą samochody, napędzane sprawnymi silnikami parowymi. Świat, w którym koleje i wielkie parowce przeżywają okres wielkich sukcesów, zaś niebo zdominowane jest przez wielkie sterowce. Niewielki świat, gdzie węgiel, nie uran czy ropa jest najważniejszym z surowców.

Państwo w którym to wszystko się dzieje, jest państwem demokratycznym. Odrzuca ono tyranię jednostki - władzę sprawuje wybierany w parlamencie na trzymiesięczną kadencję Lord Protektor, zaś wybory do parlamentu są wolne. To on powołuje rząd z Lordem Taoiseachem na czele, któremu parlament udziela wotum zaufania. Panuje tu wolność słowa, polityka wrze, choć nie oznacza to, że państwo pozwala na zamieszki czy bunty.

Państwo to, jest państwem na wskroś imperialnym oraz w dużej części - morskim. Parowce - monitory i ajronklady z armatami wielkiego kalibru, a także transportowe żaglowce o stalowych masztach - windjammery - kursują między koloniami przywożąc egzotyczne towary i zawożąc rodzime produkty na tamtejsze rynki zbytu. Armia, złożona głownie z piechoty uzbrojonej w ręczne karabiny jednostrzałowe tłumi zamieszki wśród tubylców. Tam, gdzie polityczne spory doprowadziły do wyjścia robotników na ulice, drogę zagradzają im dragoni. Tłum cofa się i rozstępuje jednak nie przed nimi, a przed nadjeżdżającym, dymiącym z komina stalowym potworem, podobnym do lokomotywy, w pełni opancerzonym, z którego otworów po bokach wystają lufy ciężkich karabinów maszynowych.

Dynamitem wysadzane są przeszkody, które utrudniają budowę żelaznych dróg. Te siecią oplatają miasta i biegną przez pola i lasy. Jednak na głębokiej prowincji wciąż znaleźć można spokój, gdzie chłopi, tak jak od setek lat, uprawiają pola idąc za pługiem ciągniętym przez woły. Na plantacjach czarni robotnicy zbierają bawełnę. Nie są niewolnikami, jednak za pracę dostają niewiele pieniędzy - ich pracodawca jednak żywi ich i daje im mieszkanie. Czasami żyją lepiej, niż robotnicy w wielkich miastach, którzy za marną pensję narażają życie przy maszynach, nie będąc pewnymi pracy każdego ranka, kiedy przyjdą do fabryki.

To także państwo kultury i ideologii. Spory toczą się o pryncypia, nie o poszczególne konkrety. Ruchy masowe i elitarne, rewolucja i reakcja - to wszystko miesza się z niezwykłym celtyckim pochodzeniem - wciąż odbywają się obrzędy w świętych kręgach, gdzie kozy składane są na ofierze bogom… A składający często są poważanymi biznesmenami czy politykami. Artyści tworzą pod wpływem popularnego opium, wielcy społecznicy propagują pracę u podstaw, a romantycy piszą o poświęceniu wobec idei narodu i wolności.

Nie jest to państwo idealne. Wypadki wybuchów kotłów parowych, w których jest po wielokroć wiele, zabijają i ranią. Część żyje w nędzy, część w dostatku. Typowe społeczeństwo wieku XIX. Nietypowa technika. Oryginalny ustrój. Niezwykła atmosfera. Tajemnicza kultura. To wszytko razem? Nie bój się marzyć…

Co do realizacji, to nie jest to tylko marzenie. Wizja nie jest trudna do realizacji w formie mikronacji. Wystarczy grupa zaangażowanych, poważnych osób. To zresztą jest niestety największa słabość planu - uczestnicy muszą być a) w miarę doświadczeni i zaangażowani w mikronacje, b) umieć się wczuć w zabawę, c) musi ich być trochę…

Co w tej sytuacji można zrobić? Zobaczymy, będziemy się starać. Może się uda…

Przastkologia Stosowana.

Życzę miłego czytania. Wersja extended, ta co poszła do oceny jest nieco okrojona, parę rzeczy też jest poprawione, więc to przyjmijcie jako betę.

Uchwalenie Konstytucji kwietniowej i konstytucji PRL w relacjach prasy
Konstytucja jest aktem prawnym, określanym czasami jako ustawa zasadnicza, który zazwyczaj ma najwyższą moc prawną w systemie prawnym danego państwa.W skład materii konstytucyjnej mogą wchodzić różne zagadnienia. Najczęściej określa ona wszelkie podstawy ustroju społeczno - gospodarczego państwa, ponadto organizację, kompetencje i sposób powoływania najważniejszych organów państwowych, oraz podstawowe prawa, wolności i obowiązki obywatela. Podręczniki prawnicze określają konstytucję jako ustawę zasadniczą charakteryzującą się specjalnym, wyjątkowym procederem jej zmieniania. Na straży konstytucji stoi najczęściej głowa państwa, często nad jej przestrzeganiem czuwa specjalny trybunał.

Konstytucja jest dla każdego państwa rzeczą wyjątkową i bardzo ważną. Stąd także moment jej uchwalenia jest chwilą szczególnie ważną, najczęściej obchodzoną bardzo uroczyście, żeby nie powiedzieć - pompatycznie. Polska, choć występowała w tym czasie pod różnymi nazwami, miała w swej historii dwanaście konstytucji. Każda z nich miała duży wpływ na państwo i jego losy, każda też była szeroko komentowana - w przypadku szczególnie tych bardziej współczesnych, w prasie. W tej pracy postanowiłem się zająć wydarzeniami, jakimi było uchwalenie Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej z 23 kwietnia 1925 roku i Konstytucji Polskiej Republiki Ludowej z 22 lipca 1952 r. Obie te konstytucje były w pewnym sensie zarówno końcem, jak i początkiem jakiejś epoki w historii Polski. Pierwsza ustanowiła autokratyczne rządy sanacji na miejscu demokracji, druga była ukonstytuowaniem władzy absolutnej komunistów i dominacji Związku Radzieckiego nad PRL-em. Zadziwiającym podobieństwem między tymi dwoma diametralnie różnymi aktami był fakt, że przeciwko nim występowała opozycja demokratyczna, choć opór ten różnie się objawiał.

Konstytucja kwietniowa była szeroko komentowana w prasie, zarówno pozytywnie, jak i negatywnie, w zależności od sympatii danego pisma. Jako pierwszy przykład podam przychylny sanacji Dziennik Poznański, o podtytule “pismo polityczne poświęcone obronie rolnictwa, handlu, przemysłu i rzemiosła”. Była to podówczas gazeta o długiej i bogatej historii - założona jeszcze przez Hipolita Cegielskiego przed powstaniem styczniowym. W numerze na 24 kwietnia, w artykule zatytułowanym Podpisanie nowej konstytucji przez Prezydenta Rzplitej podany został sam plan uroczystości podpisania konstytucji przez Prezydenta, relacje post factum ukazały się oczywiście dopiero dnia następnego. Rozległe plany obejmowały jednocześnie sam akt podpisania o 19:30, raut wydawany pół godziny później na Zamku Królewskim z tej okazji, wojskowe orkiestry i wieczorną iluminację zamku. Jak dowiadujemy się z kolejnego numeru, wszystkie zamierzenia udały się znakomicie. Życzliwy DP z wielkim namaszczeniem, w górnej, centralnej części pierwszej strony, podkreśla powagę chwili podpisania, wzorując zresztą swoją relację z wydarzeń w większej części na komunikacie Polskiej Agencji Telegraficznej. Podkreślone są w nim między innymi salwy artylerii, które miały miejsce w momencie podpisania (”W chwili gdy Pan Prezydent wziął pióro do ręki, rozległ się pierwszy wystrzał armatni, za nim następne - jeden po drugim”) - w tym miejscu całe zdanie napisane jest wersalikami, dla podkreślenia jego ważności.

Równie szczegółowo DP opisuje wydarzenia, które miały w tym samym czasie miejsce na placu Zamkowym - manifestująca ludność wypełniła, wg. relacji, szczelnie cały plac i wyloty prowadzących do niego ulic. W zwartych grupach stały tam związki kombatantów i robotnicze, z kolei pod samą Kolumną Zygmunta stanęły w idealnym szyku, imponujące kompanie honorowe, reprezentujące wszystkie warszawskie pułki piechoty - 21 pułk piechoty, 30 pułk strzelców konnych i 36 pułk legii akademickiej. Nieco w głębi placu ustawił się szwadron 1 pułku szwoleżerów im. Józefa Piłsudskiego. Wszystkie te reprezentacyjne oddziały wojskowe stanęły pod sztandarami swoich pułków. W momencie podpisania, żołnierze sprezentowali broń, orkiestry wojskowe odegrały hymn narodowy i rozległy się wystrzały artylerii (”a baterja 1 dywizjonu artylerii konnej z dziedzińca kompanji zamkowej (…) dała 101 strzałów.”)

DP z satysfakcją odnotowuje także manifestacje poparcia społecznego dla zmiany konstytucji. Poparcie owo ujawniało się w licznych okrzykach na cześć Prezydenta, Konstytucji, Marszałka Piłsudskiego, Rządu i twórców konstytucji, które dobiegały ze zwartego tłumu, podchwytywane przez innych. Tłum odśpiewał też, przy muzyce granej przez orkiestry wojskowe, “Pierwszą brygadę”, hymn i liczne inne pieśni patriotyczne. Według gazety, warszawiacy z własnej inicjatywy stawili się tak licznie na Placu Zamkowym i długo nie rozchodzili się, do późnego wieczora wiwatując i śpiewając.

Dziennik Poznański ewidentnie wspiera nową konstytucję, sanację i nowy porządek, co widać chociażby przez pryzmat artykułów na kolejnych stronach, m.in. artykułu doktora Witolda Jeszkie zatytułowanego Dynamika nowej konstytucji. Popiera on w nim całym sercem nową konstytucję, bardzo nieprzychylnie wypowiada się też przeciwko stronnictwom jej przeciwnym (nazywając je m.in. “opozycją dla opozycji”. Jeszkie pisze też, że nowa konstytucja oznacza także nowe wyzwania i potrzebę zdwojenia wysiłków przez obóz prorządowy i BBWR. W podobnym tonie utrzymany jest też artykuł pani Wandy Zambrzuskiej-Gurzyńskiej - Kobieta wobec konstytucji. Ma on konserwatywny wydźwięk, zachęca on do brania udziału w życiu publicznym przez kobiety, ale w organizacjach, które za swój główny cel biorą dobro rodziny i innych tradycyjnych wartości, wskazuje też na szansę, jaką do rozwoju takich właśnie grup daje konstytucja kwietniowa.

Relacja z tego wydarzenia w Gazecie Warszawskiej jest o wiele skromniejsza, ustępuje w ważności innym informacjom. Gazeta Warszawska była w tym okresie, od jej wznowienia w 1918 roku, organem prasowym endecji, choć i wcześniej zawsze była pismem ściśle związanym z Narodową Demokracją, czego dowodem jest m.in. fakt, że w latach 1910-1916 jej redaktorem naczelnym był Roman Dmowski. Stąd też brak wielkiego zachwytu nad przyjęciem konstytucji - poświęcono temu wydarzeniu na pierwszej stronie jedynie wąską kolumnę po lewo, zatytułowaną Nowa konstytucja została podpisana, a artykuł jest w większości okrojonym z  epatujących zachwytem określeń komunikatem PAT, stąd w niektórych momentach można zauważyć niemal idealną zbieżność w tekście z Dziennikiem Poznańskim. Jedyną nową informacją, którą GW podaje zapewne nie bez złośliwej satysfakcji, jest fakt że planowana manifestacja - pochód ulicami miasta ostatecznie nie doszedł do skutku, przyczyny tego faktu nie są jednak podane przez autora artykułu.

O ile w Gazecie Warszawskiej stosunek do nowej konstytucji był ambiwalentny i nie zaatakowano jej wprost, to w Robotniku było dokładnie na odwrót. Gazeta ta, jako organ partyjny, nie ustawała w jej agresywnej i stanowczej krytyce. W artykule “Wyprzedaż starych zabawek” i koniec ” legendy młodych” , sam redaktor naczelny Robotnika, Mieczysław Niedziałkowski, atakuje samą konstytucje, a także tych którzy ją wspierają - na przykład prorządowy Ilustrowany Kurier Codzienny. Szczególnie upodobał on sobie za cel postać Stanisława Cara, który znany był ze swoich kontrowersyjnych wywodów na rzecz przyjęcia konstytucji. Niedziałkowski nazywa jego argumenty dotyczące prawa “instytucjonalnymi kombinacjami”. Otwarcie narzeka on także nad upadkiem demokracji, podkreślając np. fakt, że w tej sytuacji znika równość, powszechność i bezpośredniość wyborów, szczególnie w przypadku wyborów do Senatu.

Tytuł artykułu jest wzięty z oskarżenia Niedziałkowskiego, który zarzucając działaczom sanacji zdradę dawnych ideałów socjalistycznych, oskarża ich o propagowanie i wprowadzanie w życie idei konserwatywnych.(”Dawni socjaliści, dawni demokraci, dawni rewolucjoniści dokonywują pod surowym okiem konserwatywnym “wyprzedaży starych zabawek” gasnącego świata”) Porównuje on ich w tym do Napoleona, czy Tymczasowej Rady Stanu z 1918 r.  Druga część tytułu nawiązuje do pokrewnej kwestii - zerwania z “Legionem młodych”, które miało w tym czasie miejsce. Jak twierdzi Niedziałkowski, jest to prosta konsekwencja odrzucenia drogi odnowy i postępu na rzecz reakcji i konserwatyzmu. Poza tym artykułem Redaktora Naczelnego, Robotnik publikuje znaną już nam wersję wydarzeń według komunikatu Polskiej Agencji Telegraficznej.

W dniu następnym, w tymże Robotniku znajdują się na pierwszej stronie krótka deklaracja Polskiej Partii Socjalistycznej, w której podtrzymane jest dotychczasowe, skrajnie negatywne stanowisko wobec nowej konstytucji sanacyjnej. Została ona nazwana historycznym błędem. Partia odpiera też zarzuty BBWR o partyjniactwo, odrzuca jako absurdalne oskarżenia o bycie partią, która oderwana od możliwości robienia własnych interesów przeciwstawia się sanacji i deklaruje swoją opozycję jako “walkę o drogi rozwojowe Polski”.

W momencie uchwalenia konstytucji Polskiej Republiki Ludowej, sytuacja w państwie była diametralnie różna. Trudno mówić o jakichkolwiek możliwościach krytyki, w związku ze ścisłą kontrolą prasy i publikacji przez komunistyczna cenzurę. Różnorodność prasy w kraju nie była wielka, a i tak wszystkie gazety wychodzące jawnie i powszechnie dostępne musiały pisać podług linii partii i wytycznych władz. Stąd odmienne od oficjalnego zdanie mogła przedstawić wyłącznie prasa konspiracyjna lub emigracyjna.

Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza ( z podtytułem The Polish Daily and Soldiers Daily) był gazetą tego drugiego rodzaju. Wydawany po polsku w Londynie dla emigrantów, reprezentował stanowisko mocno zbliżone do pozycji rządu Polskiego na emigracji. Z tego wynikała jego zrozumiała, silna niechęć w stosunku do władz Polskiej Republiki Ludowej i obozu komunistycznego oraz Związku Radzieckiego. Stąd zrozumiałe jest, że kwestii nowej konstytucji DPiDŻ poświęcił niewiele miejsca, co więcej, artykuł ukazał się dwa dni po samym akcie uchwalenia konstytucji. Autor (lub autorzy) starali się zdyskredytować nowe władze i konstytucję, przyjmując zjadliwy ton. Na samym wstępie nowa konstytucja zostaje nazwana “stalinowską”, a sam rząd i sejm “reżymowymi”. Gazeta cytuje referat Bieruta z
przed paru dni (wygłoszony 19 lipca w Sejmie), wygłoszony właśnie za konstytucją i wyszydza jego ataki na opinię zagraniczną, która krytykuje projekt, nazywając go “nieudolnym”. Artykuł komentuje też nieprzychylnie zadziwiającą jednomyślność sejmu i “czczą formalność”, jaką było głosowanie odbywające się “przy wtórze owacji na część (…) Bieruta”. Dalej, DPiDŻ relacjonuje uroczystości jakie z okazji uchwalenia miały miejsce, m.in. zlot Związku Młodzieży Polskiej, związana z tym defilada, jak określa to gazeta, komsomołców i pokaz siły lotnictwa ludowego.

O wiele bogatszy w szczegóły i bardziej rozległy jest artykuł w Trybunie Ludu. Zupełnie inne jest też nastawienie gazety, jako jednego z czołowych mediów Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, do samego wydarzenia. Opisuje ona to przejmujące i podniosłe wydarzenie chwaląc wszystkich posłów za jednomyślność podczas głosowania i mowy popierające przedstawicieli wszystkich stronnictw (które zresztą zostały zacytowane w całości, tak jak i cała przyjęta konstytucja), które wielokrotnie przerywane były oklaskami. Zresztą jeżeli czegoś podczas uchwalania tej konstytucji zabrakło, to na pewno nie były to oklaski - oklaskiwane było niemalże wszystko - od wejścia towarzysza Bieruta, przez jego powitanie przez marszałka Sejmu, wspomniani mówcy, samo uchwalenie konstytucji, cała izba (”Bierut dziękuje (…) za owacje i z kolei oklaskuje izbę”), uchwalenie ustawy wprowadzającej aż po zamknięcie obrad sejmu. Piotr Rubik byłby zapewne w siódmym niebie.

Trybuna Ludu eksponuje także jakże spontaniczny udział ludności Warszawy w tym podniosłym wydarzeniu - wg. jej relacji, pod Sejmem zgromadziły się tysiące przejętych mieszkańców, którzy zgodnie śpiewali pieśni patriotyczne i wiwatowali na cześć posłów. Po przekazaniu im informacji o uchwaleniu tejże konstytucji, miało miejsce, oczywiście zgodne i spontaniczne, odśpiewanie międzynarodówki. Jednak na tym się nie skończyło. Wytrwali warszawiacy długo jeszcze wznosili przeróżne okrzyki na cześć samej Konstytucji Polski Ludowej, na cześć Prezydenta Bolesława Bieruta, na cześć pokoju, oraz, na ostatku, ale na pewno nie z najmniejszym entuzjazmem, jego chorążego Józefa Stalina.

W dniu następnym Trybuna Ludu rozpisywała się bardzo szczegółowo nad reakcjami polskiego Ludu Pracującego Miast i Wsi na nową konstytucję w większości polskich miast. Z pewnością wielkim zaskoczeniem jest to, że były one niezmiennie bardzo pozytywne i radosne, z obowiązkową dozą spontaniczności. Polskie społeczeństwo zjednoczone pod czerwonymi sztandarami gorąco manifestowało swoje bezgraniczne przywiązanie do PZPR jako siły przewodniej, oraz do jej przewodniczącego - Prezydenta Bolesława Bieruta. We wszystkich miastach miały miejsce liczne przemówienia, wiece, przemarsze i manifestacje. Obowiązkowym punktem uroczystości było także uważne wysłuchanie przemowy Prezydenta, oraz nieśmiertelne oklaski okrzyki sławiące konstytucję, Bieruta i Stalina.

Oba te wydarzenia, choć dzieli je niemały przedział czasowy i bardzo ważne doświadczenie, jakim była Druga Wojna Światowa, sprawiają wrażenie podobnych, szczególnie w relacjach prasowych gazet przychylnych zmianom. Jednak, choć prasa przychylna nowym konstytucjom w obu tych okresach oczywiście starała się postawić zmianę w jak najlepszym świetle, kładąc najczęściej nacisk na podniosłość i historyczność chwili, to dopiero gazety okresu PRL doszły w tych aspektach do granic absurdalności. W porównaniu ze formami używanymi przez dziennikarzy w dwudziestoleciu międzywojennego, które czasami brzmią nieco pompatycznie (co po części wynika ze zmian w języku), sformułowania prasy powojennej nie tylko ocierają się, ale w bardzo dużej części przechodzą w widoczną przesadę. Dziś używana wówczas nowomowa, a także przedstawianie sytuacji w schemacie czarno-białym śmieszy, ale podówczas te praktyki były dla sporej części opinii publicznej niemal całkowicie niedostrzegalne, która po części wierzyła w przekazywane informacje, po części zaś była oczarowywana pięknymi słówkami propagandzistów. To działało, tym bardziej, że w PRL, inaczej niż w II RP, czytelnik nie miał wyboru. Prasa podziemna nie była rozpowszechniona, tak więc pozostawało przyjmowanie tego, co przygotował reżim komunistyczny. Jednym ze skutków tego było rozpowszechnienie się wśród Polaków zdolności “czytania między wierszami”.

Przechodząc dalej, oczywistą oczywistością wydaje się być stwierdzenie, że przed wojną, de facto autorytarna władza sanacyjna nie zdawała sobie sprawy aż tak bardzo z siły, jaką stanowi prasa, w związku z tym nie próbowała jej całkowicie zdominować, choć rzecz jasna kontrolowała ją i cenzurowała. Dla przykładu Gazeta Warszawska została w 1935 r. zamknięta za rozpowszechnianie treści antyrządowych, a liczne numery Robotnika były w międzywojniu konfiskowane przez władze. Jednak dopiero komunistyczne władze zdobyły nieograniczoną władzę władzę nad prasą oficjalną, używając ją jako tuby propagandowej. Z kolei w okresie międzywojennym prasa działała bardzo prężnie, wychodziło wiele tytułów, które promowały różne punkty widzenia, gdyż wiele z nich było związanych z partiami lub organizacjami. Stąd, w przypadku uchwalenia konstytucji kwietniowej, pojawiły się głosy popierające (cytowany Dziennik Poznański, a także m.in. Ilustrowany Kurier Codzienny) i nastawione sceptycznie wobec zmiany, na przykład powiązane z partiami opozycyjnymi, a w przypadku konstytucji Polskiej Republiki Ludowej komentarze nieprzychylne pojawiały się jedynie na emigracji i w podziemiu, co zmniejszało szansę na dotarcie do większości społeczeństwa i ułatwiało reżimowi dyskredytować ten wyraz opozycji.

Podobieństwem obu wydarzeń jest natomiast ta właśnie opozycja. W obu przypadkach stawia się ona na pozycjach demokratycznych. Podkreśla to zarówno Polska Partia Socjalistyczna w Robotniku, z tej też pozycji konstytucję komentuje Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza. Różne jest jednak podejście - w Robotniku, redaktor naczelny atakuje konstytucję i obóz prorządowy wprost, obnażając jego niecne mechanizmy mające na celu oczywiście wprowadzenie de facto dyktatury, choć takie oskarżenie nie pada w prost. Z kolei autor artykułu w DPiDŻ nie sili się na bezpośredni atak, gdyż zdaje się sugerować, że dla każdego niedemokratyczność nowej ustawy zasadniczej, a także całego rządu i władz PRL muszą być oczywiste. Koncentruje się on raczej na wyszydzaniu poszczególnych wydarzeń, i to w sposób dość subtelny, pozostawiając sam fakt wyszydzenia domyślności czytelnika.

Jak wynika z przeprowadzonej analizy wybranych artykułów i ich porównania, między przypadkami przedstawiania w prasie dwudziestolecia międzywojennego i prasie powojennej PRL wydarzenia jakim jest uchwalenie nowej konstytucji występują zarówno podobieństwa jak i różnice. Najważniejszymi podobieństwami jest to, że oczywiście występował pluralizm opinii na temat danej konstytucji i jej uchwalenia, oraz w tym, że oba te wydarzenia, jakimi było uchwalenie, zostały uznane przez opozycję za niedemokratyczne. Z kolei różnią się przede wszystkim możliwościami swobodnej publikacji swojego zadania w obu tych okresach, oraz stopniem zaawansowania stylu i zdolności do przekonywania ówczesnej propagandy. Zagadnienia te są niewątpliwie bardzo ciekawe, a każde z nich z osobna zasługuje z pewnością na dokładniejsze zbadanie.

BIBLIOGRAFIA
[b.a.], Podpisanie nowej konstytucji przez Prezydenta Rzplitej [w:] Dziennik Poznański, Poznań, 24 kwietnia 1935, R.77 nr 95
[b.a.], Konstytucja 23 kwietnia weszła w życie, [w:] Dziennik Poznański, Poznań, 25 kwietnia 1935, R.77 nr 96
Jeszke Witold, Dynamika nowej konstytucji, [w:] Dziennik Poznański, Poznań, 25 kwietnia 1935, R.77 nr 96
Zambrzuska-Gurzyńska Wanda, Kobieta wobec konstytucji, [w:] Dziennik Poznański, Poznań, 25 kwietnia 1935, R.77 nr 96
[b.a.], Nowa konstytucja została podpisana, [w:] Gazeta Warszawska, Warszawa, 25 kwietnia 1935,
Mieczysław Niedziałkowski, “Wyprzedaż starych zabawek” i koniec “legendy młodych” [w:] Robotnik, Warszawa, 25 kwietnia 1935
[b.a.], Konstytucja, [w:] Robotnik, Warszawa, 26 kwietnia 1935
[b.a.], Stalinowska konstytucja uchwalona, [w:] Dziennik Polski i Dziennik Żołnierza, Londyn, 24 lipca 1952 r.
[b.a.], 22 lipca Sejm Ustawodawczy jednomyślnie uchwalił konstytucję Polskiej Republiki Ludowej, [w:] Trybuna Ludu, Warszawa, 23 lipca 1952 r.
[b.a], Cały kraj radośnie powitał uchwalenie konstytucji Polskiej Republiki Ludowej, [w:] Trybuna Ludu, Warszawa 24 lipca 1952 r.

Reakszyn

Reakcje na wybór prozy z “Brulionu”

Wybór tendencyjny, tako i wiersz.

Drogi Brulionie i brulioniści,

Ja rozumiem.

że obsceniczność,

że krew, mocz i sperma,

że oko trupa w odbycie kobiety,

że markiz de Sade,

że prostytucja,

że antysemityzm,

że Ezra Pound i Himmler,

że antyreligia i katolicyzm,

że przemiana,

że postęp,

że na nowo,

ja to wszystko rozumiem,

nudni jesteście.

Wiersz powstał już jakiś czas temu, kiedy spędziłem wieczór na czytaniu tekstów właśnie z Brulionu…

Następna strona »


Staty

  • 3,863 wejść

 

listopad 2008
P W Ś C P S N
« sie    
 12
3456789
10111213141516
17181920212223
24252627282930

Last FM

Ile warty jest ten blog?


My blog is worth $2,822.70.
How much is your blog worth?

MyPersonality

Click to view my Personality Profile page